previous arrow
next arrow
Slider

O nas

My, Natalia i Steffen, jesteśmy świeżo upieczonymi inżynierami, którzy chcą dzielić się swoją wiedzą i umiejętnościami aby uczynić naszą planetę lepszym miejscem. Zanim zaczniemy pracować w swiecie pełnym pośpiechu chcemy zrobić sobie przerwę aby zaczerpnąć świeżego powietrza i zobaczyć świat z innych perspektyw.

Wierzymy, że nie rzeczy które mamy, ale ludzie których poznaliśmy, czynią nas lepszymi osobami.

Gdziekolwiek, daleko, przed siebie...

Everest Base Camp Trek #3 – Gokyo i Cho la Pass

Po zdobyciu Kala Patthar powoli zaczęliśmy zawracać do punktu startowego - Namche Bazaar. Domknęliśmy naszą ponad 100 km pętlę przejściem przez Cho La Pass do Gokyo, gdzie zostaliśmy jedną noc dłużej, aby wspiąć się na szczyt Gokyo Ri (5360 m).

Dzień 11 - Lobuche (4940 m) – Dukla (4685 m)
Wieczór wcześniej Steffen zatruł się triumfalną kolacją z okazji zdobycia Kala Patthar. Po nieprzespanej nocy i wielu nieprzyjemnych sensacjach żołądkowych, marsz okazał się mordęgą. Zatrzymaliśmy się w pierwszej napotkanej wiosce. Koło poludnia Steffen poszedł spać, a ja wyskoczyłam na pobliskie wzgórza poczytać z takim oto widokiem:

Widok z podworka naszego schroniska w Dukli

Dzień 12 - Dukla (4685 m) – Dzongla (4830 m)
Dzień rozpoczęliśmy od najlepszego czekoladowego naleśnika w moim życiu (do dziś żałuję, że nie wybłagałam kucharza o przepis). Do Dzongli dotarliśmy ok. 13. Powinniśmy być tam dzień wcześniej, ale choroba pokrzyżowała nam plany. Wieczór spędziliśmy grzejąc się przy piecyku opalanym kupą jaka.

Dzień 13 - Dzongla (4830 m) – Gokyo (4750 m) przez Cho la Pass (5420 m)
Najdłuższy dzień z całej trasy! Wyruszyliśmy ok. 5 rano, aby względnie wcześnie pokonać przełęcz Cho la Pass. Część trasy przebiega przez wielki lodowiec. Wiele stron ostrzegało nad o niebezpieczeństwach, jakie mogą nas tam spotkać. Wyobrażałam sobie oblodzone, strome podejścia, lawiny śniegu, przeprawy nad przepaścią, spadające kamienie i nie wiadomo co jeszcze. Jak było? Wcale nie tak strasznie nawet udało nam się ulepić bałwana!

Hello Mr. Bałwan!

Zejście było takie jak podejście — strome i kamieniste, okropność! O 15:30 dotarliśmy do Thangnak, gdzie początkowo chcieliśmy zostać na noc. Popełniliśmy jednak jeden, zasadniczy błąd — zapytaliśmy lokalnych jak daleko do następnej wioski. Gokyo? 1,5 hour! Idealnie, znajdziemy prosto na kolację i będziemy dalej niż planowaliśmy - zmęczeni, ale dumni. Dokładnie 1,5 godziny później byliśmy w połowie drogi przez największy Lodowiec w Nepalu - Ngozumpa, bez cienia szansy na dotarcie do celu przed zachodem słońca.

Lodowiec Ngozumpa widziany z Gokyo Ri

Ngozumpa wygląda jak wielki kamieniołom, więc nocna przeprawa nie jest niczym przyjemnym. Na szczęście, mój mężczyzna jest świetnym nawigatorem i koniec końców dotarliśmy do Gokyo ok. 20:00.

Dzień 14 - Rest day w Gokyo
W jeden z ostatnich dni trasy chcieliśmy zdobyć pobliski szczyt Gokyo Ri (5360 m). Plan zakładał wyjście wczesnym popołudniem, aby obejrzeć zachód słońca z górz. Znów się przeliczylismy, bo zachód dopadł nas (a raczej mnie, Steffen tego dnia pędził jak torpeda) 100 m przed szczytem. Widoki nas nie zawiodły — niebo przybrało wszystkie możliwe kolory, od intensywnego różu po głęboki granat. Niestety wiatr był silny i lodowaty więc nie mogliśmy utrzymać aparatu przez długi czas — szybko uciekliśmy w dół.

Zachód Slońca z Gokyo Ri

Dzień 15 - Gokyo (4750 m) - Namche Bazaar (3440 m)
Wiedzieliśmy, że chcemy wrócić do Namche najszybciej jak to możliwe, żeby mieć więcej czasu na odpoczynek przed rozpoczęciem wolontariatu w Saping. Nie spodziewaliśmy się jednak, że uda nam się to w jeden dzień. Droga była przepiękna i żałowaliśmy, że musimy się spieszyć!

Droga z Gokyo do Namche jest jednym z najlepszych odcinków trasy

Po dotarciu na miejsce planowaliśmy kupić bilety na lot z Lukli do Kathmandu. Zobaczywszy cenę - 177$ sprawdziliśmy kalendarz i zgodnie stwierdziliśmy, że w zasadzie to możemy spędzić 3 dni więcej w trasie i pójść na nogach tą samą drogą, którą przyszliśmy dwa tygodnie wcześniej.

Dzień 16 - 18 Namche Bazaar (3440 m) - Phaplu (2413 m)
Droga z Namche wiodła dokładnie tą samą trasą opisaną tutaj. Zajęła nam jednak o jeden dzień krócej.

Podsumowując – 18 dni treku było absolutnie niesamowitym przeżyciem. Wyszliśmy daleko poza nasze strefy komfortu, przemarzliśmy do kości, zmęczyliśmy się do łez. Widoki i satysfakcja przewyższają wysiłek, jaki w to włożyliśmy. Cała trasa była bezpieczna, dobrze przygotowana i przecudownie malownicza. Polecam wszystkim miłośnikom gór i tym, którzy chcą się sprawdzić. W następnym poście podsumuje wszystko mapa, opiszę ile nas to kosztowało oraz wrzucę przydatne (moim zdaniem) wskazówki dla każdego, kto zastanawia się nad wyprawą w Himalaje. A póki co,

Zapraszam do galerii!

previous arrowprevious arrow
next arrownext arrow
ArrowArrow
Slider

Everest Base Camp Trek #2 – z Namche Bazaar do Kala Patthar

Ale co to jest ten Kala Patthar?

Dnia szóstego, z radościa i nutką ekscytacji opuściliśmy Namche, o którym pisaliśmy w poprzednim poście Everest Base Camp Trek #1. Od samego początku naszym głównym celem był Everest Base Camp. Tam, ludzie którzy chcą zdobyć najwyższy szczyt świata, rozbijają namioty i spędzają tygodnie celem przyzwyczajenia organizmu do wysokości. Sezon na szczytowanie, ze względu na pogodę, wypada w okolicach maja. Dlatego w listopadzie na miejscu można zastać: jęzor lodowca, tabliczkę z dumnym napisem „welcome to EBC” i niezbyt ciekawy widok na Everest sam w sobie. Po drodze poznaliśmy kilka bardziej doświadczonych Himalaistów i wszyscy jednogośnie mówili „olejcie EBC, idźcie na Kala Patthar”.

Widok z Kala Patthar. Po lewej Everest, po prawej Nuptse (7861 m)

Więc czym jest Kala Patthar? Określiłabym to jako epicki punkt widokowy na wysokości 5644 m n.p.m. Jest to o 300 m wyżej niż Base Camp. Zatem w pakiecie dostajemy lepszy widok i mniej ludzi. Trasa na jedno i drugie nie różni się niczym aż do ostatniej wioski – Gorak Shep skąd do destynacji dzieli nas 3 godzinne podejście. Zmiana ta nie ingerowała w ogólny plan treku i bardzo cieszymy się, że daliśmy się namówić na Kala Patthar.

No to w drogę!

Trasa przebiegła następująco: Namche Bazaar – Pangboche – Dingboche – Lobuche – Kala Patthar. Zajęło nam to w sumie 6 dni (mapę dodamy w następnym poście, gdzie opiszemy przeprawę przez dwa lodowce i podsumowanie treku). Krajobraz zapierał dech w piersiach na każdym kroku. Dosłownie i w przenośni – powyżej 4000 m w powietrzu jest niemalże o połowę mniej tlenu niż na poziomie morza. Przez to zadyszki można dostać nawet podczas korzystania z toalety. Przypomina nam to, że jesteśmy w Himalajach, o czym łatwo zapomnieć stąpając po piaszczystych drogach w pełni słońca.

Piękne, silne, puszyste jaki dopełniały krajobraz

Ponadto: błękitne niebo, ośnieżone szczyty na wyciągnięcie reki i widoczność na dziesiątki kilometrów w każdą stronę - widoki nieporównywalne z żadnym innym miejscem. Ciężko jest ubrać w słowa piękno i siłę gór. Dlatego, zamiast się rozpisywać –

zapraszam do galerii!

previous arrowprevious arrow
next arrownext arrow
ArrowArrow
Slider

Instagram

  • So it begins! Second season of alpine skiing! Soon Ill
  • Hello lovely humans! frog nature animals smile cute
  • Eat sleep repeat koala    australia queensland wildlife
  • Looking into the monsters nose I guess? hikeandtravel indonesia bali
  • Kopalnia siarki w wulkanie Ijen Niebieskie pomienie powstaj w wyniku
  • Hello hairy buddy!    hikeandtravel malaysia borneo nature
  • snorkeling with my favorites derawanisland  the worlds capital of
  • 26    hikeandtravel indonesia borneo kalimantan traveling beach
  • Thank you God for the great life were living! hikeandtravel

Social

Galeria

...aż do następnej przygody!!

Scroll to top