previous arrow
next arrow
Slider

O nas

My, Natalia i Steffen, jesteśmy świeżo upieczonymi inżynierami, którzy chcą dzielić się swoją wiedzą i umiejętnościami aby uczynić naszą planetę lepszym miejscem. Zanim zaczniemy pracować w swiecie pełnym pośpiechu chcemy zrobić sobie przerwę aby zaczerpnąć świeżego powietrza i zobaczyć świat z innych perspektyw.

Wierzymy, że nie rzeczy które mamy, ale ludzie których poznaliśmy, czynią nas lepszymi osobami.

Gdziekolwiek, daleko, przed siebie...

Pięknie jak na Malediwach, taniej niż nad Bałtykiem – południe Birmy

Południowa częśc Birmy jest otwarta dla zwedzających zaledwie od 4 lat. Co to oznacza? Miejsce jest łatwo osiągalne wszelkimi środkami transportu, a jednocześnie praktycznie opuszczone (przez turystów, ma sie rozumieć). Do Birmy weszliśmy pieszo granicą lądową z Tajlandią w miejscowości Mae Sot. Na granicy typowy harmider - taksówkarze, jedzenie, cinkciarze - wszyscy coś od Ciebie chcą. W trybie ekspresowym znaleźliśmy najtańszy transport do Mawlamyine (25 zł za 200 km) - czwartego co do wielkości miasta Birmy skąd wyruszyliśmy na południe.

Mapa Birmy, źródło: http://www.maps-of-the-world.net
Region Dawei

Najwolniejszy pociąg w kraju

Wybraliśmy, oczywiście, opcję najtańszą, czyli pociąg. Połaczenie to jest podobno najwolniejszym w kraju. Jaka jest definicja najwolniejszgo pociągu w Birmie?

Wschód słońca nad polami ryżowymi

A taka, że 370 km zajmuje tutaj 15 godzin! Tak, jest - piętnaście. Za tę niewątpliwą przyjemnośc w pierwszej klasie zapłaciliśmy całe 15 zł. Koniec końców podróż była ciekawa, na każdej stacji mogliśmy wyjśc i kupić przekąski, bawiliśmy się z dzieciakami w pociągu i mogliśmy zrobić szalone fotki.

Dyndanie w drzwiach jadącego pociągu - marzenie z dzieciństwa

Późnym wieczorem dotarliśmy do Dawei, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg w Best House Guest House. Daliśmy radę wyskoczyć za róg na kolację i padliśmy jak muchy.

Plaże wokół Dawei

Następnego dnia wypozyczyliśmy skuter i pojechaliśmy w stronę wybrzeża. W internecie znaleźliśmy kilka rekomendacji ale w zasadzie wybraliśmy losową - Pa Nyit (zaznaczoną na mapie).

Tutaj każdy wie jak obsługiwać maczetę, dzieci kochają aparat a woda kokosowa prosto z drzewa jest najlepsza!

W każdej mijanej przez nas wiosce wszyscy ludzie nas serdecznie witali (Mingalaba!), a dzieciaki machały nam z nieopisanym entuzjazmem. Mapy offline od Maps.me po raz kolejny nas nie zawiodły i doprowadziły nas do samej plaży przez kręta, nieubitą ścieżkę. Po ponad godzinie na skuterze doczekaliśmy się swojej nagrody - plaży Pa Nyit. Długa, szeroka, czysta, bez cienia innych ludzi!

Pierwsza reakcja po zobaczeniu bezludnej plaży

A do tego to nasza pierwsza wizyta nad morzem w podróży! Od razu wskoczyliśmy do wody, a pozniej oddaliśmy się słodkiemu lenistwu. Wiedzieliśmy, że po prawej stronie kryje się trochę mniejsza plaża za to bez dostępu drogowego. Niby lepiej być nie mogło ale postanowiliśmy to sprawdzić. Po godzinie przeprawy przez olbrzymie kamolce zobaczyliśmy nasz cel - ukrytą plażę bez nazwy. Tak samo piękna jak poprzednia, jeszcze bardziej nie odkryta! Całe doświadczenie dopełniło spotkanie lokalnych kobiet, które wyłupywały małże z muszli na skałach.

Kobieta wyłupująca małże ze skał - bardzo mozolna praca

Z ciekawości podeszłam bliżej przypatrzeć się ich pracy. Jedna z kobiet dumnie wręczyła mi przysmak i wygestykulowała, że powinnam spróbować. Rada nie rada - wgryzłam się w świeżego małża.

Darowamemu małżowi w galarętę się nie zagląda

Był całkiem bez smaku, więc dużo powyżej oczekiwań. W drodze powrotnej po raz kolejny (poprzednie wypadki odpisałam tutaj) - uszkodził nam się skuter.

"A co my tutaj mamy... no, no, ja wiem, naprawiłbym ale narzędzi ni mom"

Doczłapaliśmy się do wioski i poprosiliśmy o pomoc w pierwszym domu. Starsza kobieta usadziła nas na ławeczce i bardzo subtelnie zawołała syna który był z 2 kilometry od nas. W całej Azji ludzie zaczynają jeździć na skuterach wcześniej niż chodzić, więc każdy się na nich zna. Syn owej Pani założył nam odpadniętą sprężynę a my, serdecznie podziękowawszy, radośnie odjechaliśmy w stronę Dawei.

Orszak na cześć Buddy

Po drodze dopadł nas zmrok, a przed sobą zobaczyliśmy coś w stylu karnawałowego pochodu - platforma z tancerkami, głośna muzyka i setki świateł. "Parkuj, musimy to obczaić".

Piękne tancerki na platformie, głośna muzyka i setki świateł choinkowych - kwintesencja Birmy

W momencie jak wyszliśmy z mroku, wszystkie oczy skierowały się na nas. My robiliśmy zdjęcia orszaku a cała widownia nam. Udało nam się dopytać z jakiej okazji ta impreza. Odpowiedź trochę nas zaskoczyła - to dla Buddy. Takie nasze polskie Boże Ciało, tylko w rytmie disco. Orszak poszedł dalej a my zostaliśmy sami z całą wioską zgromadzoną wokół nas.

Szczęśliwy Steffen z całą wioską

Dostaliśmy litry soku z trzciny cukrowej, porozmawialiśmy z kim mogliśmy, zrobiliśmy pamiątkową fotkę i ruszyliśmy dalej, tym razem bez przygód.

Opcja 1 - jednodniowe wycieczki - 50 zł/dzień

Wokół Dawei znajduje się wiele więcej rajskich plaż więc można ulokować się tam na kilka dni i eksportować je jedna po drugiej. W ten sposób, za stówkę od pary (60 zł nocleg + 25 skuter + jedzenie w tanich barach) można każdy dzień spędzić na prywatnej, rajskiej plaży.

Opcja 2 - domki na plaży Sin Htauk - 65-90 zł/dzień

My postanowiliśmy wybrnąć głębiej na południe do miejscowości Sin Htauk (zaznaczona na mapie). W okolicy znajdują się tylko dwa noclegi więc nie musieliśmy się długo zastanawiać. Wybraliśmy Sin Htauk beach bungalows (alternatywą były nieco dalej położone paradise beach bungalows). Podróż do Sin Htauk była bardzo wyboista i na każdym kroku modliłam się, żeby nasz skuter nie rozpadł się na kawałki. Nie rozpadł się choć miejscami musiałam iść pieszo bo droga była zbyt wyboista dla małego skuterka ze zbyt dużym obciążeniem. Na skraju wioski Sin Htauk skuter trzeba porzucić aby przebrnąć przez koryto rzeki. Jak mamy pecha będzie odpływ i cała droga będzie możliwa do przejścia. Jak mamy szczęście będzie przypływ i dostaniemy za darmo wyprawę łódką.

Przeprawa przez rzekę to niebezpieczny sport - kask jest jak najbardziej wskazany

My raz mieliśmy szczęście a raz nie. Po dotarciu na miejsce i zobaczeniu naszego domku (a dokładnie widoku z okna) wydaliśmy z siebie bliżej nieopisany dźwięk zachwytu.

To okno czy obraz?

Postanowiliśmy zostać na miejscu 4 dni i zrobić sobie małe wakacje od podróżowania. Szczerze mówiąc plaża nie była ani lepsza ani gorsza od Pa Nyit. Przekupiła nas perspektywa lenistwa bez konieczności dojeżdżania do plaży. No i fakt, że w Grudniu 2016 na Malediwach za podobny domek płaciliśmy 4 razy więcej. Tutaj było to 130 zł za noc (w cenie BARDZO skromne śniadanie). Tańsza opcją był bungalow ze wspólną łazienką na zewnątrz za 75 zł/noc. A co możemy robić na miejscu? Do tego ok. 40 zł za kolację na miejscu + przekąski i alko przywiezione ze sobą (butelka rumu 7 zł!). W sumie za 125-180 zł/noc (od pary) można mieć wypoczynek jakości jak resortu! A co można robić na miejscu?

Podziwiać piękne zachody słońca

 

Oglądać oceaniczną florę

Pluskać się w krystalicznej wodzie, nabierać złotej opalenizny, uprawiać sport o poranku, budować zamki z piasku...

Albo po prostu nic

Wbrew pozorom na lenistwie czas mija najszybciej i koniec końców nie wypełniłam wszystkich leniuchowych postanowień. Nadrobię prędzej czy później 🙂

Instagram

  • So it begins! Second season of alpine skiing! Soon Ill
  • Hello lovely humans! frog nature animals smile cute
  • Eat sleep repeat koala    australia queensland wildlife
  • Looking into the monsters nose I guess? hikeandtravel indonesia bali
  • Kopalnia siarki w wulkanie Ijen Niebieskie pomienie powstaj w wyniku
  • Hello hairy buddy!    hikeandtravel malaysia borneo nature
  • snorkeling with my favorites derawanisland  the worlds capital of
  • 26    hikeandtravel indonesia borneo kalimantan traveling beach
  • Thank you God for the great life were living! hikeandtravel

Social

Galeria

...aż do następnej przygody!!

Scroll to top